czwartek, 9 stycznia 2020

GRAN CANARIA - PLAYA DEL INGLES - HOTEL ABORA CATARINA


Na Gran Canarię polecieliśmy w lipcu 2019 roku w składzie 6-cio osobowym z Biurem Podróży Itaka.
Tym razem niestety nie mieliśmy wylotu z Wrocławia, a z Warszawy dlatego autami udaliśmy się najpierw do stolicy. Strasznie dłużyła mi się ta droga.




Mieliśmy już zarezerwowany parking na dwa tygodnie i dojazd do i z lotniska. Planowo wylot miał być o godz .18.15, ale niestety mieliśmy 20 minut spóźnienia. Na wyspie wylądowaliśmy o godz. 00.05. Byliśmy juz bardzo wdzięczni, że jesteśmy na ziemi. Nie tylko dlatego, że w końcu po tylu godzinach podróży dotarliśmy, ale również dlatego, że wylądowaliśmy...


Podchodziliśmy do lądowania dosyć długo i nie tylko w mojej głowie pojawiło się pytanie - o co chodzi? - Było ciemno, więc nic nie było widać. Nagle maszyna poderwała się do góry, my przykleiliśmy nie do naszych siedzeń, a nasze torby schowane pod siedzeniami upadły nam na nogi. Zrobiło się bardzo nieprzyjemnie, ludzie zaczęli się rozglądać po sobie, a dzieci zaczęły płakać, że spadamy i zginiemy( to znam z opowieści Rodzinki, która siedziała z przodu, u nas nie było tego słychać), jakiś pasażer opowiadał nam, że stewardesa płakała, ale chyba nie do końca w to wierzę. Tak czy siak do lądowania podchodziliśmy za jakiś czas po raz drugi. Niestety wszyscy już byli trochę wystraszeni, bo tak naprawdę niewiadomo było do końca gdzie tkwił problem, podobno była bardzo słaba widoczność, tyle dowiedzieliśmy się od kapitana.
Jednak tym razem szczęśliwie wylądowaliśmy i z ulgą wyszliśmy z samolotu.


Pojechaliśmy z lotniska do hotelu, a tam ponad godzinę trwało zameldowanie. Czytałam właśnie na forum, że w tym hotelu idzie to naprawdę bardzo opornie. No i niestety sprawdziło się.
Ponieważ mieliśmy wersję all inclusive (nasza rodzina po raz pierwszy i raczej ostatni), mogliśmy skorzystać z baru gdzie można było zjeść i napić się z czego chętnie skorzystaliśmy, bo jedliśmy po południu w samolocie, a była druga w nocy.
Następnie dwójkami udaliśmy się do naszych pokojów. Ja niestety jestem z tych, którzy bez względu na godzinę rozpakowują walizki, więc tej nocy mój sen był krótki.

Agora Catarina to czterogwiazdkowy hotel składający się z pięciu budynków, ciągnie się od ronda do ronda (czego nie doczytałam)  i znajduje się w miejscowości Playa del Ingles.
To naprawdę ogromny kompleks i od razu tutaj zaznaczę, że najbardziej nadający się dla rodzin z dziećmi, ja w takim molochu czułam się po prostu przytłoczona. Nie mogę mieć jednak pretensji do Itaki, bo wszystko jest uczciwie napisane. Nie chcieliśmy nigdy wersji all inclusive, ale niestety  wszystkie hotele miały tylko taką opcję w tej miejscowości.



Jego wielką zaletą było jednak położenie, bo wszędzie było dosyć blisko, do wydm mieliśmy ok 7 minut spacerkiem. Zresztą na tym zdjęciu poniżej najlepiej to widać, bo wydmy znajdowały się na końcu tej ulicy za stojącym tam hotelem.



Dzieci mają tutaj naprawdę raj, jest jacuzzi, basen ze zjeżdżalnią, hotel organizuje też program animacyjny, są gry i zabawy w ogrodzie, a ten jest po prostu cudowny.
Dla dorosłych są dwa baseny, 2 jacuzzi, aerobic w wodzie, animacje w ciągu dnia, muzyka na żywo.
Jeśli ktoś lubi taki wypoczynek to ok, dla mnie było już tego za wiele.
Poniżej budynek, w którym mieszkaliśmy i basen, z którego korzystaliśmy, ponieważ było najmniej ludzi.




A to widok z balkonu :)


No i basen główny oraz scena czyli centrum hotelu Agora Catarina.


Ten zespół był naprawdę rewelacyjny, wykonywali znane kawałki i wychodziło im to znakomicie.



Hotel jest biały, więc na tle błękitnego nieba wyglada bardzo ładnie. Z przodu hotelu chociaż jest on od ulicy jest ciszej niż od ogrodu, ponieważ tam wieczorami bez przerwy gra muzyka i nie to jest wadą, że gra tylko jest okropnie głośno, naprawdę okropnie. Dlatego w drugim tygodniu często rezygnowaliśmy z naszego pięterka i szliśmy posiedzieć przed hotelem.


A to palma kubańska - królewska, przed naszym hotelem, która ma bardzo charakterystyczny i gładki w dotyku pień.


A tutaj wspomniane wcześniej "pięterko" przed którym znajduje się bar, więc różne napoje w tym alkoholowe oraz przegryzki są na wyciągnięcie ręki.


Moje trzy ulubione napoje alkoholowe:)


Widok z pięterka na scenę oraz jeden z basenów, powiedziałabym, że główny bo w pobliżu barów.


Pokój mieliśmy naprawdę przestronny bo miał ok 37 m kw. Spaliśmy tutaj we dwójkę. ale i tak była jeszcze kanapa do siedzenia w ciągu dnia i do rozłożenia w nocy.


W pokoju jest sporo pólek, odkryta szafa, sejf, mini lodówka i czajnik z herbatami.


Napisy na ścianach:

w pokoju


w łazience


Balkony w hotelu wszyscy mają takie same i są one naprawdę spore. Dzięki Bogu wszystkie nasze balkony były w innym budynku, bo gdyby przypadł nam widok na scenę to nie chcę nawet myśleć jaki to byłby wypoczynek, ale są tacy co lubią takie urozmaicenie.


Na każdym piętrze przy windach są powitania w różnych językach, to miłe:)


A tak prezentował się hotel w ciemnościach.


To spory hol, w którym na końcu znajduje się bar i wejście na pięterko ( nazwa wymyślona przez Szwagra:))


Korytarz


Recepcja..  no cóż tutaj nie mam dobrych wspomnień... Jedna lub dwie osoby przy zameldowaniach i wymeldowaniach, zła organizacja i niezbyt sympatyczna obsługa. Wszystko trwało tam wieki. Przy tak wielkim hotelu jest to po prostu niedopuszczalne.


Za to obsługa przy posiłkach bardzo sympatyczna i zawsze pomocna. Wybór posiłków naprawdę spory, chociaż im bliżej końca tym bardziej człowiek ma ochotę już zna polski obiad;)
Opcja all inclusive jest bardzo wygodna, ale i bardzo zgubna, bo choć człowiek naprawdę się pilnuje to i tak skusi się jeszcze na coś mimo, że jest najedzony. 
Dla mnie osobiście posiłki są za często, jest ogromny hałas w sali restauracyjnej czego bardzo nie lubię jedząc, ale to już wielkość hotelu ma w tym udział, a nie forma posiłku.
Jednakże najbardziej lubię opcję tylko ze śniadaniem, bo potem można zjeść gdzie i co się chce.

Na poniższych zdjęciach jest tylko wersja śniadaniowa, bo gdybym chciała sfotografować wszystkie posiłki wyszłyby dwa posty;)


Ja bardziej gustuję w śniadaniach kontynentalnych, więc moje nawet w domu wyglądają tak:)


A to słynne nie tylko na Wyspach Kanaryjskich, ale i w całej Hiszpanii churros, które jada się maczane w czekoladzie.


Jeden z moich obiadów, ale nie o to chodziło żeby pokazać obiad, ale to małe dzieło sztuki z ziemniaków.


Po śniadaniu ok 11 zaczynały się przekąski, moje ulubione, ale brane wieczorem nie po śniadaniu to kalmary w cieście i cebulka w cieście.


Rzut na jedną z części sali restauracyjnej.


Przed jadalnią mieliśmy stoliki w ogrodzie i tam głównie jadaliśmy jeśli były wolne miejsca.


No i niestety zostaliśmy zaobrączkowani.


Co w hotelu podobało mi się najbardziej? OGRÓD!
Był to jeden z najpiękniejszych ogrodów hotelowych jakie widziałam.


Ogród w tym hotelu jest bardzo zadbany. Od świtu ogrodnicy pilnie się nim zajmują, rośliny często są nawadniane. 



Hotel mogę polecić dla rodzin z dziećmi, albo dla osób, którym nie przeszkadza tłum ludzi, krzyki dzieci i bardzo głośna muzyka. Kwestia tego co kto lubi.
Jeszcze jedna rzecz, nad którą hotel powinien popracować to ilość leżaków przy basenach. My rzadko z tej opcji korzystamy, ale czasami mamy ochotę poleżeć i poleniuchować. No niestety nie dość, że leżaków było mało, to standardowo były one zajmowane ręcznikami...

Sam hotel jest naprawdę bardzo zadbany i czysty także tutaj nie można narzekać, położony w bardzo dobrym miejscu, blisko przystaje autobus do Las Palmas i nie tylko, a do wydm tak jak pisałam jest kilka minut spacerkiem.

Dla mnie najbardziej przerażająca tutaj była ilość ludzi otyłych, naprawdę otyłych, jadących na all inclusive i korzystający ze wszystkich jego dobrodziejstw...








4 komentarze:

  1. Czasami tak się dzieje podczas lądowań w złych warunkach atmosferycznych. Niestety nawet jeśli chodzi o błahostkę, to i tak pasażerów nie informuje się na bieżąco.

    Podobnie jak Ty, wolałabym posiłki we własnym zakresie. Albo same kolacje.

    Niektórzy na wakacje jadą po to, by się nie wysypiać. ;) Ja tez preferuję ciszę na urlopie. ;)
    Tego typu hotel jest idealny dla osób wypoczywających stacjonarnie czyli przeważnie alkoholowo. No i rodziny z dziećmi, jak piszesz. Nie bardzo by mi to pasowało.
    Cóż, raj dla ludzi otyłych... jest żarcie, jest impreza, są palmy – nigdzie iść nie trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że nie powinno się oceniać, ale naprawdę nie rozumiem po co tłuc się taki kawał drogi żeby cały dzień spędzać przy basenie i tylko pić i jeść na okrągło.
      Myślę, więc, że all inclisive to był pierwszy i raczej ostatni raz, a już na pewno nie taki wielki hotel.

      Usuń
  2. Witam styczniowo,
    Dziękuję za ten rzetelny wpis rozpoczynający cykl "Gran Canaria".Jak zwykle dużo dobrych zdjęć przedstawiających rzeczywistość i Pani subiektywne uwagi, które sobie bardzo cenię. Czekam na kolejne informacje dotyczące wyspy bo w czerwcu wybieram się na nią z rodziną.
    Pozdrawiam noworocznie,
    Elżbieta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję jest mi niezmiernie miło. Taki mam właśnie cel, aby pisać dokładnie to co widzę i czuję, a resztę już musi ocenić podróżnik, który sam wybierze się w dane miejsce:)
      Następne wpisy są już w przygotowaniu, a nowy pojawił się przed chwilą:)Zapraszam
      Wszystkiego dobrego w nowym roku!
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń