poniedziałek, 25 listopada 2019

COMINO - Błękitna Laguna


Comino jest trzecią co do wielkości wyspą Malty i najmniejszą z zamieszkanych. Dane z 2018 roku podają, że mieszka na tej wyspie tylko jedna rodzina składająca się z trzech osób. Nieźle co? Taki raj mieć tylko dla siebie...Comino to niecałe 3 km kwadratowe.
Z Malty najpierw musimy dojechać do miasta Cirkewwa, tam obok wejścia na prom znajduje nie mała budka, w której sprzedawane są bilety na Comino. Transport jest różny, my płynęliśmy wycieczkowym jachtem co też było nie lada atrakcją. Wokół nas błękitna woda, a my pędzimy rozpryskując ją dookoła i przy okazji tworząc sobie cudowną bryzę. Na pokładzie gra dość głośno muzyka, więc można poczuć się jakby luksusowo;) 
Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 10 euro, a rejs trwa 20 minut. 



Bilety są różnego koloru i upoważniają do różnych atrakcji, a jest ich tutaj wiele. Można zafundować sobie rejs do jaskiń, rejs motorówką pędzącą 100 km/h, pepłynięcie bananem, treking czy lot spadochronem, który holuje motorówka.
Znajdują się tutaj dwa hotele, których osobiście nie widziałam, więc pewnie usytuowane są zdala od błękitnej laguny.


Jak widać w Błękitnej Lagunie transportu nie brakuje:)


Skały wchodzące w cudowną błękitną wodę robią niesamowite wrażenie.


Comino jest największą atrakcją Malty, także jeśli będzie się zastanawiać czy popłynąć na tę małą wysepkę to  w 100% Wam ją polecam. Tak błękitnej wody nie zobaczycie na Malcie nigdzie, tu jest po prostu cudownie przez duże c!


Na wzgórzu znajdują się stragany na których, można kupić naprawdę różny asortyment, począwszy od przekąsek i drinków, a skończywszy na ubraniach i butach. Nam akurat bardzo to ostatnie się przydało, ponieważ Karolinie pękł japonek i naprawdę nie wiem co by zrobiła gdyby nie możliwość kupienia nowych. Także jak widać sprzedawcy są przewidujący. 


Zdobycie leżaka z parasolem graniczy z cudem albo prościej byłoby napisać, że jest po prostu niemożliwe. Nie wiem jak dotarli tutaj ci ludzie, którzy już tam leżeli, mam wrażenie, że chyba mieszkali na Comino, bo tych miejsc jest mało jak na tak wielką atrakcję. Ludzie, więc rozkładają się na wzgórzu. Jak wytrzymują w tym słońcu bez parasoli nie mam pojęcia.


Comino przy tej skomercjalizowanej części gdzie są między innymi leżaki i płytka woda przy wejściu do morza jest mocno zatłoczone, przez ileś metrów jest człowiek na człowieku czego ja osobiście bardzo nie lubię. Ale są tutaj ustronne miejsca, na które odbywają się rejsy np zaciszne plaże San Niklaw Bay czy Bejn il -Kmiemen. Tam na pewno warto popłynąć.


My wdrapaliśmy się na wzgórze żeby delektować się pięknym widokami, robić zdjęcia i zapamiętać na zawsze ten niesamowity lazur wody. Uważajcie jednak przy schodzeniu bo można się pośliznąć na małych kamyczkach. 


Naprawdę nie zastanawiajcie się nad przyjechaniem tutaj, to są naprawdę rajskie widoki. Na Maltę już nie wrócę na pewno o czym już pisałam wcześniej, natomiast gdybym miała wrócić w te strony to tylko na Gozo lub Comino. Gozo jeśli miałabym ochotę na przyrodę i miastowe klimaty, a wtedy popłynęłabym też na cały dzień na Comino i skorzystała z różnych atrakcji. Na samo tylko Comino kiedy chciałabym się zresetować i poprzebywać w spokoju i cudownych krajobrazach korzystając z zacisznych małych plaż.


Z powrotem wracaliśmy już niewielkim statkiem wycieczkowym, według rozkładu.


W drodze powrotnej jest dodatkowa atrakcja bo statek podpływa pod jaskinie i groty, przystaje tam dając możliwość zrobienia zdjęć, a potem powolutku płynie wzdłuż. Oj warto się tam zatrzymać na chwilę.


Wiem ilość zdjęć tych krajobrazów jest spora, ale chyba sami rozumiecie dlaczego:)


Tak oto żegnamy Maltę i jej wyspy.  
Teraz czas na kolejny kraj, a będzie to Gran Canaria, nasza trzecia odwiedzona Wyspa Kanaryjska:)


Na koniec jeszcze kilka zdjęć na Maltę z samolotu:)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz