sobota, 9 września 2017

WENECJA budzi się w kolejny dzień.


Marzyłam od lat, żeby zobaczyć pusty plac św. Marka. Dobrze, że mam już dorosłą Córkę, która chętnie przystała na moją propozycję. Mąż oczywiście wypiął się na nas, bo stwierdził, że jeszcze nie zwariował żeby wstawać przed piątą rano na urlopie:). Nie wie co stracił.

Budzi się w Wenecji nowy dzień, w tym wiecznie zatłoczonym mieście jest to naprawdę niesamowite przeżycie. Idziesz spokojnie ulicą, nikt Cię nie popycha, nikogo nie musisz wymijać, nikt nagle nie staje ci z aparatem na środku uliczki. Wenecja jeszcze odpoczywa, jeszcze jest sobą, nie musi przywdziewać maski.


Gondole jeszcze śpią. Nigdy ich takich nie widziałam, ustawionych obok siebie w "piżamkach";)
Nie myślcie, że cała ta wyprawa była taka prosta. Przynajmniej dla nas. Pomijam fakt, że trzeba było wstać bardzo wcześnie, ale musiałyśmy znaleźć Plac św. Marka. Moja orientacja jest zerowa, Karoliny znacznie lepsza od mojej, ale nie tak dobra jak Męża. Do tego dodajcie jeszcze pozakręcaną Wenecję. Ale zawzięłyśmy się:)
Przed samodzielnym wyjściem to my prowadziłyśmy z hotelu na Plac św. Marka. Zdarzały nam się wpadki i musiałyśmy Ojca Rodziny spytać o dalszą drogę, ale sporo też zapamiętałyśmy wzrokowo.
No i nadszedł ten świt. Ubrałyśmy się w sukienki jako, że chciałyśmy mieć ładne zdjęcia i poszłyśmy na wyprawę. Było cichutko i pusto, jak nie w Wenecji. 
Do Mostu Rialto doszłyśmy bez problemu.
Na pewno wiecie jak tu ciężko zrobić zdjęcie, jak wkurzająco chodzi się po schodach pełnych ludzi.
A tu spokój!


Wrażenie po prostu jest niesamowite!


Po serii fotek ruszyłyśmy w dalszą drogę.
Za nami szedł jeden mężczyzna pogwizdując w charakterystyczny sposób wzięty prosto z kryminału. I tak nieświadomie nagle obie przyspieszyłyśmy. Ja miałam już w głowie napad, okazało się, że Karola również tylko jedna nie chciała straszyć drugiej.
Oczywiście jak to Włoch, któremu od rana wesoło gwizdał sobie idąc pewnie do pracy:))) Teoria spiskowa jednak powstała.
Nie zmienia to faktu, że w pewnym momencie stanęłyśmy ze znakiem zapytania w oczach - jak tu dalej iść? Na szczęście napatoczył się jakiś pan, którego zapytałam o drogę.


Zobaczyć coś takiego w tym zatłoczonym mieście - bezcenne.


I tak z tylko jedną podpowiedzią doszłyśmy do celu. Plac św. Marka był przed nami.


Nie umiem Wam opisać uczucia jakie mną zawładnęło. To był prawie szok. Jedno z najbardziej zatłoczonych miejsc na świecie prawie puste. Wenecja budzi się w spokoju. Jeszcze odpoczywa...


Zostały jeszcze kałuże po nocnej burzy i ulewie. Wszystko pachnie tak naturalnie, wszystko jest jeszcze zamknięte.


Zdjęcie bez tłumu ludzi, widać mnie i całą katedrę:)


Ten jegomość był wyjątkowo irytujący, kupcie pokarm dla gołębi i kupcie pokarm. Nie mogłyśmy się od niego odczepić, w końcu musiałam zareagować trochę bardziej stanowczo, chociaż nie lubię tego robić w takich przypadkach, ale przynajmniej poskutkowało, miałyśmy dalej spokój.


Na Placu św. Marka wstaje słońce, a my jesteśmy tego świadkiem. Pomarańczowe promienie cudnie odbijają się w słynnych zbytkach.


Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem. W takich momentach człowiek jest wdzięczny, że żyje, że może być w takim miejscu i być świadkiem tego spektaklu.


Skąpane we wschodzącym słońcu kopuły kościoła Santa Maria della Salute.


Pamiętacie ten most z poprzedniego postu, zatłoczony przez zwiedzających turystów, chcących zrobić sobie zdjęcie na tle Mostu Westchnień? O świecie wygląda tak.


Dziecko kazało zapozować, mama zapozowała:)))


Kiedy postanowiłyśmy wrócić do hotelu na Placu św. Marka pojawiało się coraz więcej osób, ale i tak nadal było ich niewiele.


Uliczki o tak wczesnej porze są naprawdę puste, czasami obok nas przeszła jakaś osoba, raczej tubylec niż turysta. Ależ wielką frajdą jest spacer w takiej ciszy i przestrzeni.


Zachwycił mnie również Most Rialto w takiej poświacie. Niesamowicie wyglądają budynki w tym świetle. Stąd było widać, że dzień już się zaczął, Wenecja przygotowywała się znowu na tłumy turystów.


Jednak w uliczkach było jeszcze spokojnie. Chłonęłyśmy tę ciszę jak powietrze.


Nasz pomost wymyty wczorajszym deszczem i oświetlony porannymi promieniami słońca czekał aby znowu przyjąć nas wieczorem:)
Namawiam Was na taki spacer o świcie jeśli będziecie w Wenecji kilka dni. Wiem, że nie chce się tak rano wstać, ale uwierzcie naprawdę warto! Wrażenie jest fantastyczne i niezapomniane. Długo będzie żyło w Waszych wspomnieniach, tak jak żyje w naszych.






















10 komentarzy:

  1. Żeby zobaczyć takie widoki, mogłabym wstać nawet o 4 00 nad ranem :)
    Piękne zdjęcia i pięknie zapozowałaś.:)
    Ach, znów Beatko się rozmarzyłam.
    Pozdrawiam Cię bardzo ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękną stronę Wenecji nam pokazałaś. Mnie niestety udało się widzieć tylko zatłoczoną Wenecję :(. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowita sprawa. Wenecja bez ludzi:)
    Aż trudno uwierzyć, że plac św. Marka może wyglądać tak pusto. Byłam przekonana, że tam przez całą noc ktoś się pałęta.
    Z całą pewnością wschód słońca był magicznym przeżyciem dla Was.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ cisza, spokój, czar po prostu... Takiej Wenecji nie widziałam... Może kiedyś.. Aż zazdroszczę :)
    Beatko, usunęlam drugiego bloga, w moim nowym wpisie wyjaśniam, dlaczego :)
    Pozdarwiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak w Wenecji, to koniecznie w ładnych sukienkach :) I powiem Ci jeszcze - jak zwiedzać i robić zdjęcia w popularnych miastach - to TYLKO o świtaniu. Wykorzystałaś moją niezastąpioną metodę na wakacje w sezonie :) Z resztą ja ogólnie lubię świty, spacery o wschodzie mają w sobie nietypowa magię i do tego uczucie, że jeszcze tyle dnia zostaje przed nami.

    OdpowiedzUsuń
  6. myślę sobie taki wschód słońca nad Wenecją to musi być przeżycie ...

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasami naprawdę warto wstać przed świtem. Świat wygląda wtedy zupełnie inaczej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale pusto! Ale pięknie! A wiesz, że nawet wczoraj sprawdzałam loty do Wenecji i może w czerwcu polecę sobie jeszcze raz ( nie wiem tylko czy to normalne, żeby mieć zaplanowane trzy urlopy "w przód" :) ). Wstanę skoro świt i będę miała Wenecję tylko dla siebie chociaż przez moment...Bo tam o poranku jest magicznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam to miasto! Muszę przyznać, że spędzam tam bardzo wiele czasu, staram się tam być minimum dwa razy w roku. W tym roku dopiero teraz się zdecydowałam, żeby polecieć, na szczęście pomógł mi w tym kredyt chwilowka i kupiłam już bilety lotnicze i zarezerwowałam nocleg :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Słyszałam wiele opinii o Wenecji, ale tam po prostu trzeba pojechać. Nie da się jej opisać ani do niczego porównać. Jest jedyna w swoim rodzaju.

    OdpowiedzUsuń