piątek, 4 października 2019

GOZO - VICTORIA


Zaczynamy, więc opowieść o wyspie Gozo, która należy do Archipelagu Wysp Maltańskich. Aby dostać się na prom musieliśmy najpierw dojechać autobusem 221 do miejscowości Cirkewwa. Autobus miał jechać 25 minut, a podróż trwała godzinę. Nie było miejsc siedzących, staliśmy więc całą drogę w tłoku, jedyny plus to taki, że przez to autobus nie zatrzymywał się już na przystankach. Droga jednak nie należała do przyjemnych, zwłaszcza kiedy autobus wspinał się pod górę ledwo zipiąc.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, usiedliśmy w klimatyzowanej poczekalni oczekując na nasz prom. Okazało się, że bilety kupuje się w drodze powrotnej. Prom przypłynął całkiem punktualnie. Na pokład wchodzi się przez dziób, gdzie również wprowadzane są auta.


Lubię pływać promami czy statkami, bo zawsze jest to możliwość dodatkowego delektowania się widokami, można pobawić się w cykanie fotek, a przede wszystkim jest to niesamowity relaks.
Rejs trwa 30 minut, a bilet kosztuje ok 5 euro/os. Prom przypływa do miejscowości Mgarr, stamtąd dalej możemy pojechać autobusem bądź taksówką.


Gozo coraz bliżej.


Pierwszym punktem na Gozo była stolica Victoria. Właściwie ciężko było dojść na dworcu gdzie, który autobus jedzie, więc zdecydowaliśmy się na taksówkę. Dojazd miał kosztować 10 euro. W trakcie jazdy Pan zaproponował nam objazd po wyspie za 50 euro. Stwierdziliśmy, że jest to fantastyczny pomysł, ponieważ kierowca mieszkający na Gozo najlepiej będzie wiedział co jest warte zobaczenia. My podaliśmy parę miejsc, które chcemy zobaczyć, a Pan taksówkarz zawiózł nas dodatkowo w jeszcze trzy miejsca.


Na pierwszym planie była stolica Gozo Viktoria.


Umówiliśmy się z kierowcą za dwie godziny we wskazanym miejscu. Widocznie wyglądaliśmy na ludzi godnych zaufania, bo opłata miała nastąpić dopiero po zakończeniu kursu.


Ładnymi chociaż mocno zakorkowanymi ulicami ruszyliśmy w stronę Cytadeli. Pierwotna nazwa stolicy to Rabat, Victorią stała się w 1897 r. z okazji diamentowego jubileuszu brytyjskiej królowej.


Nad miastem góruje XVII wieczna Cytadela, która stanowi główny punkt orientacyjny i jest największą atrakcją na wyspie.


Jak w większości miast Cytadela powstała jako punkt obserwacyjny i obiekt obronny przed wrogiem najeżdżającym wyspę. W tym przypadku byli to korsarze i Saraceni. Do 1637 r. ludność Gozo musiała dla własnego bezpieczeństwa przybywać w murach cytadeli wyznaczoną ilość nocy.
W czasach pokojowych nie było już takiej potrzeby, więc mieszkańcy zaczęli osiedlać się pod murami tworząc  miasto Rabat.
W tej chwili w pozostałych kliku domach mieszkalnych mieszczą się sklepy z koronkami, pamiątkami i lokalnymi specjałami. Na Cytadeli znajduje się również świątynia, więzienie oraz muzeum archeologiczne, natury oraz folkloru.


Z Cytadeli roztacza się piękny widok na wyspę.


Jednak sam spacer w tym miejscu stanowi naprawdę wielką przyjemność, jeśli oczywiście co jakiś czas znajdziecie schronienie w cieniu. Brukowane, ładnie udekorowane roślinami uliczki, wąskie przesmyki i kamienne mury stanowią bardzo efektowny obraz całości tej budowli.


I tak spacerując doszliśmy do katedry św. Marii, której kolor i mury wpasowują się w całość kompleksu. Jednak niech was to nie zmyli, bo wnętrze nie jest już takie skromne.
Budowę świątyni w znacznym stopniu sfinansowały rodziny zamieszkujące Gozo, na dowód swojej wielkiej religijności. Mimo ofiarności i tak zabrakło funduszy na wykończenie projektu, a mianowicie na budowę kopuły, która miała być zwieńczeniem tej pięknej budowli.
Wstęp do katedry niestety jest płatny - 4 euro/os.


Przed katedrą stoi pomnik Papieża Jana Pawła II.


Powiem Wam, że nie przepadam za przepychem w kościołach, ale tutaj jakoś zupełnie mi to nie przeszkadzało. Wydawało mi się, że wszystko jest ze sobą naprawdę spójne.


Jedną z głównych atrakcji we wnętrzu katedry jest przepięknie zdobiony sufit malunkami Antonia Manuele z 1739 roku. Namalowane na płaskiej powierzchni do złudzenia przypominają malunki wykonane na kopule. Wiele osób nie może uwierzyć, że świątynia faktycznie nie ma kopuły, a sufit jest płaski.


Drugą atrakcją katedry jest posąg Madonny przywieziony z Rzymu w 1897 r.  Co roku 15 sierpnia figura Matki Boskiej jest obnoszona po ulicach stolicy.


Poza murami cytadeli Victoria stanowi klimatyczne miasto, bardzo zadbane i czyste. Piaskowe budynki ozdobione pięknymi balkonami, roślinami i różnymi detalami są naprawdę prześliczne.


Oczywiście i tutaj nie brakuje restauracji, kawiarenek, sklepów, straganów z pamiątkami i lokalnymi smakołykami.


My wybraliśmy sobie tę małą knajpeczkę, położoną z boku przy placyku, na którym stawały taksówki. Pijąc kawę czekaliśmy na pojawienie się naszego kierowcy. Pan przyjechał bardzo punktualnie i ruszyliśmy w dalszą podróż.


Stolica Gozo wypadła jak najbardziej na plus, nie przeszkadzały mi nawet wiszące miedzy budynkami i na budynkach czarne kable. Prześliczne, klimatyczne miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć.

A na koniec do kolekcji jeszcze dwie kołatki. Takich jeszcze nie widziałam, więc kolejne uwiecznione na zdjęciach:)





3 komentarze:

  1. Wiadomo, że gdyby taksówkarz chciał pieniądze od razu i miał Was gdzieś po drodze wysadzić i potem wrócić, to sam wzbudziłby podejrzenia w Was i moglibyście nie zgodzić się na ten kurs.

    Ta cytadela jest po prostu epicka. Cała ta miejscowość robi wrażenie, choć zalane palącym słońcem... ale jakże nie skusić się na taki spacer pomimo tego?

    Katedra Marii wygląda jak wszystkie inne na całym świecie sanktuaria maryjne. Zauważyłam, że ładne światło tam panuje.
    Dopóki do mnie nie dotarło, że sufit jest płaski...

    Super, podoba mi się to miejsce jako całokształt.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super relacja, zdjęcia naprawdę zachęcają do podróży :) Mi lokalnie, przypomniało się jak mogłam kilka lat temu być w fajnej restauracji w Polsce, dokładnie w Rzeszowie i miałam przyjemność spróbowania maltańskich dań. Ciekawi mnie, czy miałaś możliwość spróbowania regionalnych potraw, a jeśli tak to jak jest ewentualnie z ich cenami? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, to miejsce chciałabym zobaczyć.
    Dziękuję za miłą wycieczkę urocza przewodniczko.:)
    Kołatki faktycznie - niespotykane.
    Moc pozdrowień i buziaków!

    OdpowiedzUsuń