czwartek, 24 marca 2016

RZYM - dzień trzeci


Trzeci dzień w Rzymie zapowiadał się naprawdę cudownie. Trzeba przyznać, że trafiliśmy na piękną pogodę przez cały pobyt. Wyjeżdżając trochę obawialiśmy się, że deszcz pokrzyżuje nam plany, ponieważ prognozy przed naszym wyjazdem nie były specjalnie optymistyczne. Na szczęście deszcz padał tylko raz w nocy, a dni były słoneczne i ciepłe.

Tego dnia zaplanowaliśmy spacer po naszych ulubionych miejscach. Wysiedliśmy na stacji tuż obok Koloseum i ruszyliśmy w stronę Forum Romanum. Jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Rzymie, historia bardzo do mnie tutaj przemawia.


Tu zawsze kończyliśmy nasze zwiedzanie, tym razem postanowiliśmy zacząć od tego niezwykłego miejsca.


Spacerkiem doszliśmy do Placu Weneckiego i Ołtarza Ojczyzny bądź maszyny do pisania, albo tortu jak kto woli;)


Kiedy ma się czas i nie trzeba zwiedzać miasta z zegarkiem w ręku, można delektować się nie tylko jego pięknem, ale i dostrzec sporo kiczu, zwłaszcza w sklepach z pamiątkami;) I ja tym razem uległam temu zwyczajowi, nie kupiłam wprawdzie żadnej z poniższych figurek, ale breloczek z białą Vespą, która niestety już pogubiła swoje kółka:(


Postanowiliśmy również zobaczyć Campo de Fiori czyli Pole Kwiatów, na którym byliśmy po raz pierwszy. Ten mały placyk pokryty jest w całości urokliwymi straganami. Mieszkańcy robią tutaj zakupy gawędząc przy tym ze sprzedawcami.


Usiedliśmy w jednej z restauracji, aby napić się czegoś zimnego, nasycić się grzejącym słońcem i poobserwować kręcących się nieustannie ludzi.


 Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę. W końcu doszliśmy do mojego zdecydowanie ulubionego miejsca w Rzymie, czyli Piazza Navona.


Uwielbiam ten plac, mogłabym tu spędzić przynajmniej pół dnia. Bardzo miło wspominam czas, kiedy siedziałam na brzegu fontanny i wystawiając  twarz do cudownego włoskiego słońca delektowałam się chwilą chwytaną pazernie do moich wspomnień.


Kiedy w końcu Mąż zdołał mnie wyciągnąć z Piazza Navona, poszliśmy ponownie podziwiać Panteon. Jego kolumny zawsze budzą mój zachwyt.


Potem skręciliśmy w prawo i poszliśmy przed siebie podziwiając rzymskie uliczki oraz zewnętrzne dekoracje restauracji i sklepów, które w swojej prostocie są po prostu doskonałe.


Na Piazza Di S.Ignazio cień kładł się na brukowanej ulicy i fikuśnych budynkach, ale błękitne niebo nie pozwoliło zapomnieć, że zima w Rzymie jest bardzo wiosenna:)


Oczywiście poszliśmy również podziwiać Fontannę Di Trevi. Ponieważ podczas tego pobytu widzieliśmy ją tylko cudownie oświetloną wieczorem, musieliśmy również utrwalić  jej widok za dnia. Na tle błękitnego nieba wygląda imponująco. A gdyby ktoś miał nadzieję, że w lutym będzie tu mniej ludzi, to niestety jest to tylko złudna nadzieja.


Po drodze oczywiście znowu zachwycaliśmy się wspomnianymi już wcześniej dekoracjami w iście włoskim stylu.


A może w prezencie Usta Prawdy z zębami?:)


Zmęczeni całodziennym dreptaniem zaczęliśmy rozglądać się za jakąś knajpką, aby zjeść obiad. Trafiliśmy na Via Sistina. Pierwsza z brzegu restauracja nie bardzo nam się spodobała, więc podeszliśmy do następnej, przed którą stał starszy pan odziany w garnitur. Patrząc na mnie spytał: jesteście Włochami, może Hiszpanami?;) Ciągnę moją rodzinę w południowe klimaty, czas chyba uwierzyć, że płynie we mnie ich krew;)
Kiedy powiedzieliśmy, że jesteśmy z Polski pan podał nam menu w naszym ojczystym języku. Menu było w tylu językach, że osłupiałam, gościł tu również czeski, węgierski japoński i arabski. Wśród wielu dań wypatrzyliśmy nawet poczciwego schabowego:) Swoją drogą ciekawe jakby go przyrządzili, ale kto by we Włoszech jadł schabowego? Zamówiliśmy oczywiście specjały kuchni włoskiej i wszystko było naprawdę wyśmienite. Była to rodzinna restauracja prowadzona przez bardzo sympatycznych ludzi. Zamówienie odebrał od nas niski starszy pan, do stołu podał (chyba) syn właściciela, który rozbawił nas uwagą w stronę sąsiedniego stolika, aby wpatrzony w telefon młody mężczyzna zajął się jedzeniem, bo mu wystygnie i szkoda potrawy. Oczywiście z uśmiechem:)
Pożegnał nas "Don Corleone";) stojący ponownie przed restauracją. Przemiłe wspomnienie. Także knajpkę polecamy.
Najedzeni ruszyliśmy na krótki odpoczynek do hotelu, aby ponownie wyjść w owiany nocą Rzym. 
Zapraszam, więc już teraz na cudownie oświetlone Wieczne Miasto, które zakończy ten pamiętny wyjazd.


Jeśli macie ochotę na podobne klimaty, jednak zdecydowanie bardziej letnie to zapraszam tutaj i tutaj.

24 komentarze:

  1. A wiesz , ze chyba jednak do Wloch na wakacje pojedziemy , mocno przeglądam wszystkie twoje toskańskie wpisy ;)
    Rzym moze nie latem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam Cię Aniu jak najbardziej. Toskania jest naprawdę przecudna i ani słowa, ani zdjęcia tego nie oddadzą, jeśli pojedziesz powiesz to samo:)
      Tak, zgadzam się Rzym latem jest baaardzo męczący.

      Usuń
  2. Radosnych Świąt Wielkanocnych życzy Aga z rodziną! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło było popatrzeć na błękitne niebo nad Rzymem i na chwilę choć wirtualnie przenieść się do Italii.

    Jeśli chodzi o kicz, to niestety opanował większość sklepów z pamiątkami, niezależnie od tego gdzie są zlokalizowane.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, znalezienie pamiątki, którą można by postawić potem na półce bez wstydu, graniczy chyba z cudem;)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. O ! Cieszę się, że do Ciebie wpadłam (zupełnie przez przypadek) i widzę Rzym :) Też byłam tam na początku marca, na krótkim okołoweekendowym wyjeździe. Pozwolisz, że rozejrzę się po Twoim blogu nieco dokładniej, bo też uwielbiam podróże ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. Oczywiście zapraszam, będzie mi bardzo miło.
      Bardzo chętnie wpadnę również do Ciebie:)
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  5. Twój post jest najlepszym dowodem na to, że Rzym rozpala wszystkie zmysły - oczarowuje zapachami, smakami i widokami. Magnesy z przedostatniego zdjęcia chętnie bym zobaczyła w swojej kolekcji. Lodówka też by się ucieszyła :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpala zmysły do czerwoności i faktycznie oczarowuje wszystkim!
      Szkoda, że nie dałaś znać odnośnie magnesu, Agnieszce przywiozłam z Monaco:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. piękna architektura, i te wąskie uliczki *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wąskie uliczki są nie do pobicia, nigdy się nie nudzą:)

      Usuń
  7. a z myciem okien zawsze tak jest, bo to taki chrzest bojowy, no nie? kiedy spadnie świeży deszczyk na świeże okienka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, a mnie to do szału doprowadza, to samo mam ze świeżo wykąpanym białym! pieskiem:)

      Usuń
  8. I znów piękne zdjęcia i cudny Rzym. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za uznanie.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  9. Cudowne miejsca! <3 Łezka w oku się kręci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam też, z tęsknoty za Rzymem;)

      Usuń
  10. Beatko, takie zwiedzanie to lubię, ponieważ my zwiedzalismy Rzym w strasznym pośpiechu.
    Oj, cudna relacja. Marzę o powrocie do Rzymu. Problem w tym, że póki co tylko mogę latem, a tam wtedy wiadomo - tłok...
    Pogodę mieliście wyśmienitą jak na luty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pogoda rzeczywiście bardzo się udała. Cały czas było cieplutko i słoneczko. Wiadomo, że takie zwiedzanie ma zupełnie inny wymiar, ale co poradzisz jak musisz uczyć cudze dzieci?;) My w przyszłym roku będziemy mogli już podróżować poza sezonem, bo Karola kończy liceum, pytanie czy ona jeszcze będzie chciała z nami jeździć?;)

      Usuń
  11. Cudne zdjęcia i cudna pogoda! Wspaniały wyjazd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Pogoda faktycznie jak wygrana na loterii:)

      Usuń
  12. Uwielbiam włoskie restauracje, szczególnie te, które są trochę z dala od samego centrum i są prowadzone przez rodzinę a kelnerami są albo właściciele albo ich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, mam wrażenie, że wtedy dopiero czuje się prawdziwy klimat Italii:)

      Usuń