czwartek, 28 listopada 2013

KARPACZ



Z Wrocławia do Karpacza jedzie się niecałe dwie godziny. Mimo, że mieszkam tak blisko, ponownie do Karpacza pojechałam po wielu, wielu latach. Pierwszy raz byłam tam mając piętnaście lat:)


Zapamiętałam Karpacz jako prześliczną miejscowość i kiedy przyjechaliśmy na miejsce, pomyślałam: 
"Co mi się tu tak podobało"? Nie mówię, że jest brzydko, ale czym ja się tak zachwycałam?
Młodzieńcza pamięć bywa dziwna. Być może było też tak dlatego, że niewiele wtedy jeszcze widziałam:)
Trzeba jednak przyznać, że o ile samo miasteczko nie powala na kolana, to widoki są piękne.


Trochę zmarzliśmy podczas spaceru, bo był to 3 marca, dodam, że 2012 roku. Ale było całkiem przyjemnie pochodzić sobie nawet w marcowym, jeszcze trochę słabo grzejącym słońcu. Bo cała frajda, to po prostu wsiąść do samochodu i ruszyć przed siebie, zawsze coś ciekawego można znaleźć.


A to dopiero jest widok. I te mądre, piękne oczy....


I coś czego w górach jest zawsze pod dostatkiem. Kapelusze, ciupagi i różne tego typu badziewie. Ale tam ma to swój urok,  a ja niekoniecznie muszę być klientem:) W końcu o gustach się nie dyskutuje.


Po drodze znaleźliśmy Skwer Śladów Zdobywców. Słynni miłośnicy gór mają tutaj odlane w brązie ślady.


Doszliśmy do bardzo ładnego miejsca przy zaporze na  Łomnicy. Zapora została zbudowana po powodzi , która miała miejsce w 1897 roku. Rzeka Łomnica jest podobno jedną z najbardziej niebezpiecznych i nieujarzmionych rzek Karkonoszy, a jej kilkumetrowy wodospad stanowi atrakcję turystyczną.


W drodze mijaliśmy takie oto widoki, aż wyłoniły się Karkonosze z piękną Śnieżką (1602 m n.p.m) na czele.


Widoki na pewno bardziej zachwyciłyby mnie po wdrapaniu się na Śnieżkę, ale mówmy o rzeczach realnych:) Przykro mi, wspinaczka to nie moja bajka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz