wtorek, 10 września 2019

MALTA - MARSAXLOKK


Miasteczko, a właściwie wioska rybacka o przedziwnej nazwie Marsaxlook.(czyt. marsaszlok), wywodzi się ze słów: marsa, po arabsku port  lub zatoka i sirocco, włoskiej nazwy wiatru. Ten port rybacki rozsławiły cumujące tu kolorowe łodzie, czyli luzzu, ich trzy podstawowe kolory to niebieski, żółty i czerwony. Te łodzie są bardzo wytrzymałe, więc przetrwały niejeden sztorm. Zresztą maltańczycy dbanie o nie traktują raczej jak wielkie hobby niż przymusowy obowiązek.




Tę niewielką miejscowość( wioskę) zamieszkuje ok. 3 tys osób. 
Zabudowa Marsaxlokk podobna jest do wielu miasteczek na Malcie. Charakterystyczne są tutaj oczywiście balkony. Można również znaleźć czerwone brytyjskie budki telefoniczne.


Kościelne dzwony z pewnością służą wszystkim w wiosce za budzić, bo na tak małej powierzchni raczej nie da się ich nie usłyszeć:) A trzeba przyznać, że maltańczycy są bardzo religijni. Często widać na ścianach domów święte obrazy bądź figurki. Kiedyś nawet na niewielkim balkonie widzieliśmy FIGURĘ, tak figurę nie figurkę Matki Boskiej. Była ona rozmiarów człowieka, zajmując większość balkonu:)


Tak naprawdę klimat tego miejsca tworzą kolorowe łodzie i gdyby nie one, nie wiem czy Marsaxlokk byłby tak odwiedzany przez turystów. Miejsce bardzo podobne do wielu na Malcie i oprócz tego portu, a właściwie jego części nie ma na czym oka zawiesić, a jedzie się długo.


Kolorowe łodzie posiadają z przodu oczy, to oczy Ozyrysa, którą chronią rybaków w czasie połowu na morzu.


Na Malcie lubiłam szukać oryginalnych drzwi i balkonów, zresztą nie tylko na Malcie. Jak wiadomo mam skłonności do wyszukiwania różnych detali, ozdób, drzwi, okiennic, balkonów itd


Tutaj usiedliśmy sobie na coś zimnego do picia i obserwowaliśmy toczące się życie.


Naprzeciwko tych budynków znajduje się przystanek autobusowy.


W każdą niedzielę odbywa się tutaj targ rybny, na którym można kupić jak widać na załączonym obrazku więcej innego towaru niż samych ryb. Ale być może, nie była to niedziela, bo tłumów absolutnie nie było, nie pamietam jaki to był dzień tygodnia. Znajdziecie tutaj wszelkiego rodzaju rękodzieło, różnej maści badziewie, odzież, buty, owoce , warzywa, przyprawy, dżemy, miody itp.


Kawałek dalej znajdują się stragany z obrusami i koronkowymi parasolkami.


Przewodniki o tym miasteczku piszą, że jest położone nad malowniczym portem z kolorowymi łodziami. I tutaj sprostowanie, owszem, ale tylko kawałek portu nadaje się na tzw instagramowe zdjęcie, bo spora jego część raczej do malowniczej nie należy.


No i niestety coś co mnie na Malcie bardzo zaburzało moje poczucie estetyki, to te okropne kable.


Może jeszcze trochę informacji jak dojechać z Qawry do Marsaxlokk.

Bezpośredniego dojazdu niestety nie ma. Musieliśmy z Buggiby pojechać do Vallety autobusem nr 45, którym jedzie się około godziny, a na dworcu w Valletcie przesiedliśmy się na autobus 81 i w Marsaaxlokk byliśmy ok 35 minut później.

Autobus 45 staje także w Qawrze, ale postanowiliśmy jechać z dworca gdyż czterdziestka piątka jest zawsze bardzo zatłoczona, więc godzina stania to trochę słaba opcja.

Trzeba też uważnie patrzeć na nr autobusów na dworcu, ponieważ gdyby nie Karola poszlibyśmy szukać naszego gdzie indziej, a tak ona właśnie zauważyła, że nagle nr 31 zmienił się na 45 czyli właśnie na ten, który był nam potrzebny.



9 komentarzy:

  1. Podoba mi się to miejsce. Jest takie prawdziwe. A kable wcale mi nie przeszkadzają. Na Majorce miasteczka wyglądają podobnie, bardzo okablowane, ale ma to swój urok. Fakt, nie jest to zbyt estetyczne i prawdopodobnie też niezbyt bezpieczne, ale jakoś nie wyobrażam sobie Majorki bez tych kabli, nie byłaby już taka prawdziwa.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może, ale tam jest wiele rzeczy, które składają się na niezbyt ładny obraz stąd moje spostrzeżenia. No i właśnie..bezpieczeństwo...
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Nie mów mi nic o dzwonnicy-budziku. Co dnia o 5 rano mam pobudkę. Dzwoni 5 minut, a w poniedziałki kwadrans.

    Czyli takie multi-kulti. Tam Maryja, tu Ozyrys.

    Tak mi się pomyślało: "żółte miasto". Ładne, pospacerowałabym chętnie tymi uliczkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejscami miasteczko ładne, ale tylko miejscami:(
      Nie no chyba bym zwariowała z taką pobudką, chociaż po pewnym czasie człowiek do wielu rzeczy potrafi się przystosować;)
      pozdrawiam Aniu:)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo.:)
      Oj to chyba będziesz zawiedziona następnym postem...
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Malta jest piękna cudowne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  5. Beatko, myślę, że w tym miasteczku chętnie z M. byśmy pobuszowali. Te 3 kolory bardzp mi odpowiadają, zwłaszcza niebieski :D
    A jak z wynajęciem samochodów? Bo trochę przeraża me w takich miejscach podróżowanie komunikacją miejską.:)
    Moc pozdrowionek i buziaków!

    OdpowiedzUsuń