czwartek, 19 stycznia 2012

Koniec wakacji 2008



Niestety nadeszła chwila, aby rozstać się z tą cudowna krainą. Dwa tygodnie zleciały bardzo szybko.
Wiedzieliśmy, że wrócimy tu w przyszłym roku. Zostało nam tyle miejsc do zobaczenia.
Po załatwieniu wszelkich formalności na kempingu wyruszamy w drogę. Jedziemy przez miejsca dobrze nam znane. Nasze codzienne, wieczorne spacery do Ceciny, droga wzdłuż lasu piniowego, odpoczynek na placu gdzie wyrasta nowy apartamentowiec, oczywiście w południowym tempie:)
Zostawiamy codzienne wyprawy na lody, którym nie sposób się oprzeć. Najbardziej lubię czekoladowe.


Lody we Włoszech zawsze najbardziej mi smakowały. Sprawiają lekki kłopot w jedzeniu, ponieważ nakładane są naprawdę szczerze. W Toskanii nie spotkałam się z gałkami, nakłada się je płaska łyżką. Ciekną, więc te lody po rękach, człowiek cały się klei, ale warto i to znieść:) Naprawdę!


Mijamy ukwiecone ulice, sklep Conad, w którym robiliśmy zakupy. Oddalamy się coraz bardziej od naszego kempingu, od miejsc które tak bardzo pokochaliśmy, od wiecznie uśmiechniętych ludzi mówiących śpiewnym językiem. Zostawiamy ciepłe morze, ciemną plażę, cudowny las piniowy, gorące słońce Italii i głośne cykady.
W drodze powrotnej do kraju zatrzymujemy się na parę dni w Lipsku u rodziny. Pokonujemy ponad 1200 km i jesteśmy bardzo zmęczeni. Tych kilka miłych dni również mija bardzo szybko. Czas wracać do domu, do rzeczywistości, a nie jest to łatwe. Tęsknota za Toskanią ogarnia moje serce.
Wrócę tam, wrócę tam na pewno...

2 komentarze:

  1. Ta Toskania, kusi mnie od dawna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj jedź koniecznie, tu namawiam Cię z pełną odpowiedzialnością, będziesz zachwycona! Kocham Toskanię całym sercem i mam nadzieję, że jeszcze nie raz do niej wrócę:)

    OdpowiedzUsuń