niedziela, 9 lipca 2017

WENECJA - Hotel CA ANGELI


Do Treviso przylecieliśmy ok 14. Na lotnisku wsiedliśmy do autobusu, na który bilety kupiliśmy przez stronę Ryanaira. Trochę naczekaliśmy się na odjazd, więc z nudów obserwowaliśmy wchodzących pasażerów. Przed nami usiadł pilot ( być może naszego samolotu). Na swoje nieszczęście wybrał pierwsze miejsce tuż za kierowcą i przy kasowniku. Kierowca jak to Włoch uciął sobie pogawędkę na dworze. Za to większość pasażerów, nie mam pojęcia dlaczego, pytało kapitana jak kasuje się bilety, a on cierpliwie odpowiadał:) Czy mundur pilota nie jest na tyle charakterystyczny, że nikt się nie zorientował, że to raczej nie jego zajęcie?:)



Kiedy przyjechaliśmy do Wenecji buchnął na nas żar z nieba i tłum ludzi. Nie wiem dlaczego, ale wymyśliliśmy sobie, że od dworca autobusowego do naszego hotelu jest całkiem blisko i przejdziemy się na piechotę. Zapomnieliśmy, że po pierwsze to są Włochy, a po drugie pokręcona i poorana mostkami Wenecja. Na mapie ulica, pod którą znajdował się hotel była w zupełnie innym miejscu niż w rzeczywistości. Za nic nie można było sobie skrócić drogi. I tak brnęliśmy przez schody, mostki i inne przeszkody w piekielnym upale z naszymi nielekkimi bagażami. Jedna pani wskazała nam drogę, ale okazało się, że to nie nasz hotel. Po 4 godzinach dotarliśmy do naszego hotelu, do którego zaprowadziła nas przemiła starsza pani. A vaporetto czyli tramwaj wodny stawał niedaleko Ca Angeli....Nie róbcie tego błędu, popłyńcie po prostu vaporetto.

Ca Angeli okazał się miłym i przytulnym hotelem. Z tego co pamiętam było tam chyba tylko 7 pokoi. Usytuowany przy Canale Grande dawał nam możliwości obcowania z prawdziwą Wenecją.
Nasz hotel to ten niski budynek pośrodku.



  Wejścia do  hotelu znajdowało się z boku budynku.


A tu dwie fotki z wnętrza Ca Angeli.


Malutka urocza sala śniadaniowa witała nas codziennie delikatnymi rytmami muzyki poważnej. Stoły poustawiane były wśród regałów z książkami. Atmosfera tego miejsca była naprawdę cudowna.
Śniadania bardzo smaczne i dla każdego, bo na słodko i wzmocnione o wędliny, sery i inne produkty. 


Najmilszym początkiem każdego dnia był świeży sok z pomarańczy, który samodzielnie wyciskaliśmy.


Z sali śniadaniowej mieliśmy widok na Canale Grande. Czego chcieć więcej?


Mieliśmy okazję mieszkać w apartamencie siedmioosobowym na poddaszu, ale tym razem wiedzieliśmy, że jest klimatyzacja, więc mieliśmy zawsze miły odpoczynek w schłodzonych pomieszczeniach po powrocie z długich spacerów po Wenecji. Pokoje urządzone były w specyficzny sposób, ale jakże pasujący do całej weneckiej atmosfery. Poniżej nasza sypialnia.


A to pokój Karoli.


To nasz długi, długi przedpokój gdzie było wejście do łazienki, dwie sofy i mała kuchnia. 
Dla mnie kuchnia na wakacjach nie istnieje:)


To co cudownego nam się trafiło przy hotelu to pomost. Codziennie wieczorami przesiadywaliśmy tam z winkiem i podziwialiśmy romantyczną Wenecję za dnia i w nocy. Wsłuchiwaliśmy się w arie operowe śpiewane cudownym głosem przez pana, który umilał czas pływającym w gondoli turystom. Ciekawe ile musieli za to dodatkowo zapłacić? My mieliśmy to wszystko za darmo:)


Taka oto radość z bycia w Wenecji.


Czyż to nie jest cudowne uczucie móc codziennie przez tydzień mieć takie widoki. Nasz "balkon" jak nazywaliśmy pomost dostarczał nam naprawdę cudownych chwil.



Hotel był naprawdę świetny. Przemiła obsługa, niebanalne pokoje, smaczne śniadania, prywatny pomost;). Do Placu Św. Marka spokojnie można było dojść na piechotę. Niedaleko restauracje i sklep samoobsługowy. No i położenie przy Canale Grande, czy może być coś lepszego kiedy w każdej chwili można na niego popatrzeć i wsłuchać w śpiew gondolierów i charakterystyczny warkot silników pędzących motorówek i spokojnie płynących vaporetto?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz